AKTUALNOŚCI

zapraszam do grupy otulisko zielone na facebook-u

Otulisko Zielone to coś więcej niż przestrzeń fizyczna – to energia spotkania z sobą, z naturą i ogniem, który przemienia.
Tworzymy wspólnotę ludzi, których łączy pragnienie życia w prawdzie, w czuciu i w miłości do tego, co żywe.
W tej przestrzeni:
Dzielimy się doświadczeniem, refleksją i drogą ku świadomości,
Wspieramy się w procesach uzdrawiania i transformacji, Pozostajemy w kontakcie z energią Otuliska – również poprzez intencję i serce,
Budujemy wspólnotę opartej na zaufaniu, obecności i szacunku.
To krąg ludzi, których łączy wewnętrzna zgoda na życie w prawdzie, prostocie i głębi.
Niech ta przestrzeń służy wzajemnemu wsparciu, wymianie i przypominaniu sobie, kim naprawdę jesteśmy.
Otulisko Zielone – miejsce (i energia), gdzie ogień, natura i dusza mówią jednym językiem.
ZASADY GRUPY
1. Szacunek i obecność
Mówimy o sobie, słuchamy z serca, bez ocen.
2. Poufność
To, co dzielone w grupie – pozostaje w grupie.
3. Autentyczność
Nie musisz być idealny – wystarczy, że jesteś prawdziwy.
4. Energia serca
To przestrzeń bez reklamy, rywalizacji i ego.
Wnosimy tylko to, co płynie z intencji dobra i świadomości.
5. Wdzięczność i uważność
Każdy post, gest i słowo niech będą wyrazem wdzięczności wobec życia i wspólnej drogi.

 

Są w nas przestrzenie, które pamiętają głębiej niż umysł.
To tam żal odnajduje swoje miejsce i zaczyna splatać się z tym, kim jesteśmy.
Kiedy żal zostaje blisko, jego obecność zagęszcza sposób widzenia świata.
Doświadczenia przechodzą przez jego barwę, spotkania nabierają ciężaru, a to, co lekkie i żywe, staje się bardziej odległe, jakby przykryte miękkim cieniem.
Smutek wyrasta właśnie z tej gęstości.
Jest spokojnym echem zatrzymanego ruchu, historią, która domaga się domknięcia i czułego spojrzenia.
W samym środku tej przestrzeni istnieje miejsce ciszy i równowagi.
Tam wszystko może zostać zobaczone w swojej pełni, a serce zaczyna oddychać szerzej.
Z tej ciszy rodzi się nowe poruszenie.
Żal zaczyna płynąć, smutek łagodnieje, a życie odzyskuje swoją naturalną lekkość i kierunek
Niech kobiecość rozwija się w nas jak pąk wiosną.
Powoli, w swoim własnym rytmie, w ciepłym świetle dnia, który przynosi nowe życie.
Niech w naszych sercach mieszka łagodna siła, ta sama, która prowadzi rzeki do morza, budzi ziarno pod ziemią i otwiera kwiaty ku słońcu.
Niech nasze ciała pamiętają spokój, a dusza swój naturalny kierunek..
Niech w naszych spojrzeniach mieszka światło, w dłoniach ciepło, a w słowach prawda, która płynie prosto z serca.
Niech nasza KOBIECOŚĆ oddycha pełnią, miękkością i odwagą bycia sobą.
Niech życie otula Nas dobrem, spokojem i pięknem, które rodzi się z prostych chwil.
Z czułością dla każdej kobiety w dniu jej święta.
Mózg jest jak strażnik, który od świtu do nocy stoi na granicy naszego istnienia i czuwa, przeglądając obrazy z przeszłości oraz szkice przyszłości, jakby od tego nieustannego sprawdzania zależało samo trwanie życia. W jego wnętrzu zapisane są historie bólu, utraty, napięcia, a obok nich projekcje tego, co może się wydarzyć, gdyby trzeba było znów się chronić, znów reagować szybciej, mocniej, ostrożniej.
A jednak życie płynie w zupełnie innym rytmie.
Ono rozlewa się w tej jednej chwili, która właśnie trwa. W oddechu, który unosi klatkę piersiową. W ciężarze ciała opartym o ziemię. W dźwięku, który dociera do uszu. W świetle, które dotyka powiek. Cała prawda istnienia mieści się w teraz, cichym i prostym, bez dramatycznych zwrotów akcji, bez scenariuszy pisanych przez lęk.
Kiedy umysł biegnie w przeszłość, niesie ze sobą obrazy, które domagają się zrozumienia. Kiedy pędzi w przyszłość, buduje mosty zabezpieczeń. I w tym ruchu łatwo zgubić smak chwili, która nie potrzebuje niczego więcej poza obecnością.
Gdzie jesteś teraz?
Czy czujesz swoje dłonie?
Czy czujesz podłoże pod stopami?
Czy wiesz, jaką temperaturę ma powietrze wokół Ciebie?
Dokąd płyną Twoje myśli?
Czy wracają do rozmów, które już się odbyły?
Czy wybiegają ku temu, co dopiero ma nadejść?
Co odciąga od życia?
Najczęściej napięcie, które mówi: bądź gotowa.
Czuwaj.
Sprawdzaj.
A życie wcale nie potrzebuje czuwania. Ono potrzebuje zgody na bycie w nim całym ciałem.
W chwili, gdy uwaga osiada w oddechu, coś mięknie. Ramiona opadają. Brzuch łagodnieje. Serce zaczyna bić w swoim naturalnym tempie. Strażnik może przysiąść na moment i poczuć, że ziemia pod stopami jest stabilna.
I właśnie tu odbywa się całe życie
Jeśli masz poczucie że trudno znaleźć to miejsce , masz poczucie że nie żyjesz swoim życiem ,że przeżywasz nie swoje historie – zapraszam na warsztat ustawień
18 kwietnia w Hortus / Szczęsne .
Szczegóły na mojej stronie :
Oraz na moim profilu .
Zapraszam serdecznie
Są relacje, które mają w sobie przestrzeń jak letnie powietrze nad łąką. Wchodzisz w nie i ciało samo się rozluźnia. Ramiona opadają. Oddech płynie spokojnie. Nie ma potrzeby przyjmować pozy, szukać właściwej wersji siebie. Można usiąść naprzeciw drugiego człowieka i po prostu być.
Cenię te spotkania, w których obecność jest wyborem, a nie rolą do odegrania. W których każde z nas stoi na własnych nogach, z własnym światem, z własnym rytmem serca. Różnice układają się jak kolory w ogrodzie – jedne głębokie, inne jasne – i razem tworzą pejzaż, który ma sens.
W takich relacjach słowa płyną swobodnie. Cisza też ma swoje miejsce. Śmiech brzmi pełniej, bo rodzi się z prawdy. Dotyk, spojrzenie, zwykłe „jestem” mają wagę, która koi.
Wolność bycia sobą staje się wtedy formą miłości. Delikatnej i mocnej zarazem. Miłości, która daje przestrzeń do wzrostu, do zmiany, do odkrywania kolejnych warstw siebie. Obok drugiego człowieka, który również oddycha własnym tempem.
I kiedy taka relacja przychodzi, serce rozpoznaje ją od razu . Wówczas przychodzi wraz z nią lekkość , pojednanie i uszanowanie .
Zapraszam na warsztat ustawień w którym możesz odkryć dlaczego trudno Ci w życiu być sobą .
18 kwietnia , Hortus – szczęsne pod Olsztynem
Jeśli jesteś chętna / y na miejscu jest możliwość wynajęcia pokoju oraz skorzystania z nieziemskiego masażu Sylwii .
Wszelkie informacje namojej stronie
Jeśli chcesz wiedzieć więcej zadzwoń ,chętnie odpowiem na Twoje pytania .
Miłość zaczyna się w nas dużo wcześniej, niż pojawia się pierwsze zakochanie. Rodzi się w przestrzeni domu, w cichym teatrze codziennych gestów, w sposobie, w jaki mama patrzy na tatę i w tym, jak tata odpowiada spojrzeniem. W napięciu albo lekkości unoszącej się między nimi przy stole, w kuchni, w zwykłym popołudniu. Dziecko siedzi obok i chłonie tę atmosferę jak powietrze — bez analizy, bez słów, całym ciałem, całym układem nerwowym, całym sercem.
To właśnie tam powstaje pierwsza mapa miłości.
Mapa utkane z tonów głosu, z odległości lub dystansu, z jakości ciszy lub zastygłym milczeniu ,z tego, czy czyjeś ramiona niosą ukojenie, czy raczej napięcie. W tej mapie zapisują się odpowiedzi na pytania, których dziecko jeszcze nie potrafi nazwać: czy bliskość przynosi spokój, czy budzi czujność; czy rozmowa daje poczucie bycia widzianą, czy prowadzi do dostosowania się; czy obecność drugiego człowieka rozszerza oddech, czy go skraca.
Z tym zapisem wchodzimy w dorosłość.
Kiedy spotykamy kogoś, kto porusza w nas znajomy ton, coś w środku mówi: „to jest miłość”. Ciało rozpoznaje rytm. Serce przyspiesza. Pojawia się intensywność, która ma w sobie smak domu — nawet jeśli dom niósł sprzeczne sygnały. Wybieramy często nie tyle osobę, ile klimat, który jest nam bliski, który nas ukształtował, który wpisany jest w najwcześniejszą pamięć relacyjną.
Dojrzewanie do miłości zaczyna się w chwili, gdy potrafimy zatrzymać się przy tej mapie i spojrzeć na nią z czułością. Zobaczyć, jakie jakości bliskości nosimy w sobie, jak reaguje nasze ciało w obecności drugiego człowieka, jaki ruch wykonujemy, gdy pojawia się napięcie — czy zbliżamy się, czy oddalamy, czy mówimy z nadmiarem emocji. W tej uważności rodzi się przestrzeń na świadome i nowe.
Miłość dojrzała ma w sobie głęboki oddech. Jest jak spokojna rzeka płynąca własnym rytmem. Daje poczucie oparcia, które wyrasta z wewnętrznej stabilności. W jej obecności ciało mięknie, ramiona opadają, spojrzenie łagodnieje. Dwie osoby spotykają się jako dorośli ludzie, świadomi swoich historii, swoich rodów, swoich dawnych zapisów, i tworzą między sobą nową jakość — relację, w której jest miejsce na różnice, rozmowę, na rozwój.
W takiej miłości bliskość staje się naturalnym ruchem serca, które zna swoją wartość i potrafi ją wnieść w spotkanie. Zamiast powtarzać dawne wzory, zaczynamy je przekształcać, wprowadzając do relacji więcej świadomości, łagodności, więcej obecności , w takiej relacji rozpoznajemy własne potrzeby i rozkwitamy jak kwiat w sprzyjających warunkach
I może właśnie o to chodzi w drodze ku miłości — aby zrozumieć, skąd wyruszamy, zobaczyć mapę, którą nosimy, i z odwagą dopisać do niej własne rozdziały, w których bliskość jest wyborem, a więź doświadczeniem głęboko osadzonym w poczuciu bezpieczeństwa.
Dobrego dnia !
Dorota
Wiesz… czasem naprawdę stoimy w miejscu, które nie jest nasze.
Niby wszystko się zgadza. Życie „idzie”.
Ale w środku jest zmęczenie. Ciężar.
Kiedy jako dziecko uczysz się, że to Ty masz się dopasować, żeby dorosły mógł czuć więź — coś się przestawia.
Zamiast brać miłość, zaczynasz ją organizować.
Zamiast opierać się, zaczynasz podtrzymywać.
I ciało to pamięta.
Ramiona twardnieją.
Kręgosłup dźwiga więcej niż powinien.
Miednica zaciska się, jakby bała się ruszyć w swoją stronę.
Bo jeśli ruszysz… to kogo zostawisz?
Komu przestaniesz być potrzebna?
Czy wolno Ci mieć łatwiej niż oni mieli?
Lojalność wobec tych, którzy mieli trudno, bywa cichym hamulcem.
Ona mówi szeptem: „Nie wychylaj się. Nie bądź większa. Nie idź dalej”.
Brak wsparcia w dzieciństwie często rodzi lęk przed sukcesem.
Bo sukces to ekspansja.
To wyjście do świata.
To branie.
Branie kojarzy się z zagrożeniem z lękiem i zobowiązaniem więc łatwiej dać choc czujesz deficyt i niedobór .
Wtedy wracamy do znanego.
Nawet jeśli to męczy.
Bo znane daje iluzję bezpieczeństwa.
Tylko że bezpieczeństwo nie rodzi się z dopasowania.
Rodzi się z oparcia w sobie.
Może więc pytanie nie brzmi:
„W jakim miejscu stoisz?”
Tylko:
„Czy to miejsce jest naprawdę Twoje?”
I jeszcze jedno, bardzo proste:
Czy pozwalasz sobie brać od życia bez poczucia winy?
To jest moment, w którym zaczyna wracać siła.
Przez zgodę, że możesz iść dalej — nawet jeśli komuś kiedyś było trudno nawet jeśli mechanizmy mówią że nowy kierunek życia jest zagrażający .
Warto podjąć to ryzyko bo kiedy pokonujesz w sobie ograniczenia odzykujesz dostęp do swojej mocy , do swojej siły życiowej .
Zaprasza na warsztat Konstelacji Rodzinnych z elementami rozpoznania karmy .
18 kwietnia 2026 r
Kiedy całe życie idziesz w stronę innych – żeby im było lepiej, lżej, spokojniej – w pewnym momencie możesz się złapać na tym, że Ciebie tam w ogóle nie ma.
Spełniasz potrzeby. Domyślasz się. Ratujesz. Dźwigasz. Ułatwiasz. Dopasowujesz się do autorytetów do ich zdania na Twój temat do ich potrzeb .
A w środku? Cicho. Pusto. Jakby coś było ciągle „nie dość”.
I zaczynasz szukać. U ludzi. W relacjach. W kolejnych zadaniach. W byciu potrzebną.
Tylko że ten niedosyt nie znika.
Bo prawda jest prosta i trochę niewygodna: kiedy wyruszasz w podróż ciągłego zadowalania innych, oddalasz się od siebie. Od swojego potencjału. Od talentów. Od tego, co w Tobie żywe i prawdziwe
To, czego tak bardzo szukasz na zewnątrz – uznania, miłości, poczucia sensu – czeka w Tobie.
Nie w kolejnym „dziękuję”. Nie w czyjejś aprobacie.
W Tobie.
Najtrudniejsze jest to, że trzeba w pewnym momencie uwierzyć, że Ty sama.
Ty sam.
Jesteś najlepszym, co mogło Ci się przydarzyć.
Nie jako egoizm.
Nie jako odcięcie od świata.
Tylko jako powrót do źródła.
Kiedy jesteś po swojej stronie, nagle przestajesz być głodna / głodny.
Twoje życie nabiera barw i kwintesencji , staje się największą wartością .
Zapraszam na warsztat „Twoje miejsce w rodzie ”
Ból uczy nas granic.
Przyjemność uczy nas bliskości i radości.
I dopiero kiedy oba mają miejsce, życie robi się prawdziwe i pełne .
Wszystko ma swój czas .
Jak oddech życia .
Kiedy w sercu długo mieszka poczucie ofiary, świat zaczyna być widziany przez filtr krzywdy.
Człowiek wtedy nie ma dostępu do swojej mocy. Jest napięty, czujny, często zamknięty.
I nawet jeśli bardzo się stara być „dobry”, to z tego miejsca łatwo ranić innych.
Dzieje się tak dlatego, że ból chce być zauważony.
Ofiara często działa z poziomu braku.
Braku uznania, miłości, sprawiedliwości.
A brak sprawia, że zaczynamy coś brać – uwagę, energię, winę – czasem zupełnie nieświadomie.
Wtedy role się mieszają. Ten, kto był skrzywdzony, zaczyna zadawać ból dalej.
To widać mocno w systemach rodzinnych.
Nierozpoznana ofiara w rodzie szuka reprezentanta.
A ten reprezentant, z lojalności, powtarza ruch. Czasem jako ktoś, kto krzywdzi
z miłości /lojalnosci do systemu.
Wyjście z tego miejsca nie polega na zaprzeczeniu krzywdzie.
Tylko na jej uznaniu.
Na powiedzeniu w sobie: „to mnie spotkało” zamiast „to mną jest”.
Gdy ofiara w nas zostaje zobaczona, przestaje rządzić.
A wtedy wraca odpowiedzialność. I wybór.
I ten moment, w którym przestajemy przekazywać ból dalej.
Życie pod presją to próba sprostania oczekiwaniom innych.
To ciche czekanie, aż ktoś powie: „wystarczy”, „dobrze”, „jesteś ok to odczuwanie nad sobą presji „poprawności „…?
To życie w dopasowaniu i ciągłym wsłuchiwaniu się w potrzeby świata i autorytetów by czuć przynależność by czuć że coś znaczysz karmiąc się szybkonprzemijajacym poczuciem spełnienia na chwilę .
Zawsze to czujesz
Zawsze wiesz że coś nie działa , że głębiej jest niezaspokojony głód, i ten codzienny dylemat – ile jeszcze muszę zrobić by w końcu pozwolić sobie w pełni być sobą…
Pamiętasz jak to jest być ponad wszystkimi czasami w brew światu sobą ?
Czy dotarłeś już do tego miejsca by wybrać i puścić pręgierz kontroli ?
Zatrzymaj się i spójrz w to, co zapomniane.
Czasami to, co pozornie nic nie warte,
może być właśnie Twoim sukcesem na który czekasz całe życie
Czasami wystarczy zmienić kierunek by drogą życia stała się podróżą w głąb siebie Do swoich talentów , zasobów , pasji .
Zapraszam
 
Cisza zimy wchłonęła mnie w zwyczajność życia, skłoniła do refleksji i cichych przemyśleń, które dojrzewają powoli, jak światło wracające po najkrótszym dniu roku
A jak dla Was zaczął się nowy rok ?
Jak się macie w sobie i w relacji ze światem ?
Czy znaleźliście chwile by zatrzymać się i wsłuchać w swój oddech życia ?
Pozdrawiam Was ciepło z warmińskiego , zimowego lasu 🤍
Dorota
Często bywa tak, że ktoś obok Ciebie niesie napięcie.
A Ty – z uważności, z lojalności, z dawnego nawyku – bierzesz je na siebie,
jakby było Twoje.
I krok po kroku opuszczasz własne czucie.
A przecież dojrzałość to umieć pozostać przy sobie,
mieć wgląd w to, co naprawdę czujesz
i wystać w tym, nawet wtedy, gdy świat wokół drży, spieszy się, boli lub krzyczy.
Bywa też odwrotnie.
Czując napięcie w sobie, szukasz go na zewnątrz.
Kogoś podatnego.
Kogoś, komu można je oddać,
żeby przez chwilę było lżej, ciszej, mniej.
Ale napięcie oddane nie znika.
Ono tylko zmienia miejsce.
Dobrego dnia życzę i relaksu
Dorota

Wiara to wybór

To akt woli – świadoma decyzja, że mimo lęku, wątpliwości i niewiedzy, decyduję się zaufać.
 
Wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się kontrola.
Gdy nie mam już pewności, ale jest #gotowość.
Gdy nie widzę całej drogi, a jednak robię kolejny krok.
To wybór, by nie zamykać serca, kiedy życie boli.
By nie cofać się w cień, gdy pojawia się trud.
By powiedzieć „tak” życiu – nawet wtedy, gdy nie spełnia moich oczekiwań.
Wiara przypomina, że nie jestem sama.
Że sens często objawia się dopiero po czasie.
Że to, co dziś niezrozumiałe, jutro może stać się darem.
Wiara to decyzja, by iść dalej z otwartym sercem i zaufaniem do tego co mnie prowadzi w głębi , w zaufaniu do intuicji i ciała.
 
Pozdrawiam ciepło w 1 dzień Nowego Roku 2026
 
Dorota
Ten rok był dla mnie obfity w spotkania i relacje. W ludzi, którzy pojawiali się na chwilę lub na dłużej, przynosząc swoje historie, emocje i poruszenia. Niektóre więzi rozkwitły, inne dopełniły się i odeszły – każda z nich zostawiła we mnie ślad i cichą wdzięczność.
Ostatnie dni roku są dla mnie czasem łagodnej zadumy nad życiem. Nad wyborami, których dokonywałam, nad tym, czy były w zgodzie ze mną, i nad tym, z jaką intencją chcę iść dalej – w kolejne 365 dni. Bez pośpiechu. Z uważnością. Z miejscem na oddech.
Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy w tym roku odwiedzili Otulisko Zielone każdej osobie której drogą splotła się z moją .
Każdemu, kto zaufał mnie i tej przestrzeni.
Wasza obecność, otwartość i gotowość na spotkanie nadają sens temu, co tworzę.
Na Nowy Rok życzę Wam spokoju, który rodzi się z bycia w zgodzie ze sobą.
Odwagi do wyborów płynących z serca.
Łagodności dla siebie w momentach trudnych i radości z tego, co proste i prawdziwe.
Niech nadchodzący czas przyniesie Wam to, czego najbardziej potrzebujecie – we właściwym momencie.
Dorota

Niech nam się darzy 💫🎄

Zaciśniętą dłonią niczego nie chwycisz.
Możesz tylko trzymać się tego, co już boli.
Kiedy ściskasz – zamykasz przepływ.
Życie nie przychodzi do pięści,
ono przychodzi do otwartej dłoni,
do serca, które przestaje kontrolować,
do ciała, które ufa, że nie musi już walczyć.
Zaciśnięta dłoń to lęk,
to lojalność wobec przeszłych strat,
to pamięć, która mówi: muszę uważać.
Ale uważność to nie napięcie.
Uważność to obecność.
Dopiero gdy puszczasz,
pojawia się miejsce na nowe:
na miłość, która nie rani,
na decyzję, która płynie z centrum,
na los, który wreszcie może się ułożyć,
a nie być wyrywany siłą.
W porządkach życia jest to proste i bezlitosne zarazem:
to, czego się kurczowo trzymasz,
nie może odejść,
a to, co ma przyjść,
nie ma gdzie się położyć.
Otwarta dłoń nie jest słabością.
Jest aktem odwagi.
Zgodą na to, że nie musisz już wszystkiego dźwigać sama.
Że życie – kiedy przestajesz je ściskać –
zaczyna cię nieść.
Ustawienia systemowe są jak niewidzialna matryca życia.
Działają, nawet kiedy ich nie widzimy. A kiedy wreszcie odważymy się na nie spojrzeć – odsłaniają to, co od lat próbuje się do nas przebić.
Pokazują ciężary niesione z miłości.
Lojalności, które trzymają nas w miejscu.
Historie, które nie są nasze, a mimo to kierują naszym życiem jak cicha siła spod powierzchni.
I nagle widać, że ta niewidzialna matryca wpływa na wszystko:
na decyzje, zdrowie, sukcesy, relacje, projekty, które kończymy lub porzucamy…
na to, czy potrafimy stanąć za sobą
czy wciąż odpowiadamy na wołanie rodu bardziej niż na głos własnego życia.
Ustawienia nie naprawiają – one ujawniają.
Odsłaniają to, co głębiej. To, co działało w cieniu. To, co miało na nas ogromny wpływ, choć nigdy nie miało słów.
A kiedy to zostaje zobaczone i uznane, życie zaczyna płynąć lżej.
Jakby ktoś odsunął kamień z drogi, który był tam od pokoleń.
Bo matryca życia nie jest przeszkodą.
Jest mapą.
A kiedy ją widzimy – wreszcie możemy iść swoją drogą.
Zapraszam serdecznie na warsztaty w styczniu .
Nie jestem tym, co mnie spotkało.
To zdanie zawsze pojawia się wtedy, kiedy człowiek zaczyna odzyskiwać własny puls.
Bo to, co nas dotknęło, może zostać w ciele jak echo,
ale nie musi stać się definicją.
Doświadczenia — nawet te trudne, niesprawiedliwe, nieoczekiwane —
bywają jak ciężkie warstwy, które ktoś kiedyś położył na naszym życiu.
Nosimy je tak długo, aż zapominamy, że pod spodem jest ktoś inny:
bardziej prawdziwy, bardziej żywy, bardziej swój.
I w pewnym momencie przychodzi chwila,
kiedy zaczynasz widzieć różnicę między tym, co przeżyłaś,
a tym, kim naprawdę jesteś.
Zaczynasz rozpoznawać własny kształt.
Oddzielasz przeszłość od tożsamości.
To jest moment, w którym wiele osób w pracy systemowej
po raz pierwszy słyszy siebie:
„To nie moje. To mogę oddać.”
I wtedy ciało odpuszcza, oddech się wydłuża,
a życie zaczyna układać się w nowy wzór.
Nie jesteś historiami rodu, które próbowałaś nieść z lojalności.
Nie jesteś czyimś lękiem, winą ani cichym obowiązkiem.
Nie jesteś własną raną z dawnych lat.
Jesteś kimś, kto przeszedł przez doświadczenie,
ale się nim nie stał.
I od tego miejsca zaczyna się kierunek,
który przypomina drogę do domu —
powrót do siebie, do swojej natury,
do własnej prawdy, której nie da się już zgasić ani zakryć.
To jest moment, w którym zaczyna się uzdrawianie.
W życiu otrzymujemy trzy odpowiedzi:
„tak”, „jeszcze nie” oraz „mam dla ciebie inny kierunek”.
Ta pierwsza jest najłatwiejsza — przynosi natychmiastową ulgę, otwiera drogę bez oporu.
Ale największą siłę rodzi zaufanie dwóm ostatnim.
„Jeszcze nie” nie jest odmową.
To czas dojrzewania.
Moment, w którym coś w świecie — albo w nas — musi się ułożyć, aby mogło przyjść we właściwej formie.
A „mam dla ciebie inny kierunek” to zaproszenie.
Często niewygodne, czasem wywracające plany,
ale prowadzące dokładnie tam, gdzie twoje dalsze życie zaczyna oddychać pełniej.
Zaufać temu to zgodzić się iść krok w krok z tym, co większe niż nasze oczekiwania.
To sztuka widzenia sensu zanim jeszcze stanie się widoczny.
Nadzieja bywa ostrzem owiniętym w jedwab.
Potrafi ciągnąć nas w kierunku pejzażu, którego kontury powstały jedynie w naszej wyobraźni. Karmi tęsknotę za miejscem, które nigdy nie istniało — a jednak miesza się z pragnieniem tego, co dla duszy najbardziej prawdziwe.
Kiedy nadzieja staje się ucieczką, przestaje prowadzić — zaczyna odciągać.
Wtedy błądzimy po wewnętrznych korytarzach, tropiąc cienie dawno zapomnianych marzeń .
Niebezpieczna jest jednak tylko wtedy, kiedy mylimy ją z substytutem życia.
Kiedy zamiast widzieć świat, jaki jest — karmimy się światem, który nigdy może nie stać się realny .
Zdrowa nadzieja . Jest jak ciepło żaru pod popiołem: przypomina, że ogień życia może jeszcze wciąż zapłonąć.
Zapraszam na warsztaty
To, co dzieje się w naszym życiu, jest odpowiedzią na nasze przekonania — te świadome, ale też te najgłębiej ukryte, schowane jak kamienie pamięci w dnie naszej historii.
Często nosimy je w sobie od dzieciństwa, kiedy serce było jeszcze bezbronne i chłonęło każde słowo, każdy gest, każdą ciszę dorosłych.
Niektóre z tych przekonań są dziedzictwem rodu — splecione z losem tych, którzy przyszli przed nami.
To, w co wierzyli, czego się bali, co nosili z dumą i czego się wstydzili, potrafi żyć w nas jak echo, które wciąż domaga się wysłuchania.
I wtedy życie — mądre, konsekwentne, precyzyjne — odpowiada na te wewnętrzne zapisy.
Prowadzi nas w sytuacje, które mają coś ujawnić.
Stawia przed nami ludzi, aby odbili nasze niewidzialne wzorce jak lustro.
Przynosi doświadczenia, które nie są karą, ale wołaniem o zobaczenie.
Kiedy zaczynamy odkrywać te ukryte przekonania, nasze życie powoli zaczyna się porządkować.
Oddychamy inaczej.
Stajemy bardziej przy sobie.
Przestajemy żyć cudzym losem.
Wracamy do siebie — do swojej prawdy, do swojej drogi.
To, co zobaczone, może zostać na reszcie uzdrowione.
Zapraszam na warsztat
Talenty, które dostajemy na to życie, nie są przypadkiem.
To nasze światła. Nasze nici łączące nas z duszą.
Nasze najczystsze „tak” wobec życia.
Kiedy ich nie używamy, coś w nas cichnie.
Zapadamy się w bezsens , apatię i pochłania nas mrok , przykrywa kurz zapomnienia .
Zamykamy drzwi do największego bogactwa, jakie człowiek w ogóle posiada — do własnej natury.
I wtedy zaczyna osuwać się mrok. Nie jako kara, lecz jako brak tego, co miało nas oświetlać od środka.
Światlo zawsze znajdzie dobry kierunek , kiedy pozwolisz mu przeniknąć do serca i dać się poprowadzić .
Bo sens istnienia rodzi się tam, gdzie człowiek sięga po swoje dary.
Gdzie wydobywa z siebie prawdę, a nie to, czym świat chciał go przykryć.
Gdzie wraca do natury, która była z nim od początku.
Twoje światło nie wymaga zgody innych.
Wymaga Twojego „tak”.
Zapraszam na warsztaty ustawień w Olsztynie
Oraz weekendowe w styczniu

Nowy rok to nowy etap życia.

Przemijające zmiany mogą być jedynie powtarzaniem tego, co znane — albo pierwszym krokiem ku temu, co wreszcie nasze.
Człowiek jest częścią wielkiej całości i rozwija się z lekkością wtedy, gdy pozostaje w zgodzie z własną naturą, czerpie z właściwego środowiska, korzysta z własnych zasobów i pozwala, by jego wewnętrzne potencjały miały przestrzeń do wybrzmienia.
 
Wtedy pojawia się przepływ, odwaga, kierunek, sens.
Jednak wielu z nas niesie coś, co nie należy do nas.
Kiedy lojalnie współodczuwamy z kimś pokrzywdzonym z rodu, jego los zaczyna żyć w naszym ciele, w naszych decyzjach, w naszych relacjach.
 
Zaczynamy doświadczać życia tak, jakby nie było ono naszym — jakbyśmy byli tylko zastępstwem, wyrównaniem, próbą naprawienia dawnych historii.
Pojawia się wtedy zmęczenie, poczucie utknięcia, wewnętrzny ciężar, brak radości, brak ruchu.
 
Nie dlatego, że czegoś nie potrafimy.
Ale dlatego, że stoimy w niewłaściwym miejscu.
 
Ustawienia pokazują, że każdy los ma swojego właściciela, a prawdziwa miłość nie polega na dźwiganiu czyjegoś cierpienia.
 
Prawdziwa miłość rozpoznaje granice, oddaje to, co cudze, i pozwala, aby każdy mógł być w swoim przeznaczeniu.
 
Uzdrowienie zaczyna się w chwili, gdy z szacunkiem mówimy:
 
„Widzę cię.
Widzę twój ból, twoją historię, twoje doświadczenie.
A jednak wybieram swoje życie.”
 
Wtedy wracamy do siebie.
Do swojego miejsca.
Do swojej mocy.
Do swojej drogi.
 
Nowy rok niesie zaproszenie by uwolnić się od nieświadomych lojalności, by przestać powtarzać historie, które nie są nasze, by wreszcie stanąć w życiu, które do nas należy.
 
To czas, by zacząć oddychać swoim oddechem.
Kochać swoją miłością.
Iść swoją ścieżką.
 
Zapraszam na spotkanie w styczniu gdzie pomożemy Ci obrać właściwy kierunek Twojego życia .
Nie ma innej drogi do polepszenia jakości życia,
jak ta, która wiedzie przez własne, wyparte cienie.
Być dla siebie dobrym —
to uznać także to, na co trudno jest spojrzeć , to co skrzętnie chowamy przed światem a przede wszystkim przed sobą . To często nieświadome , nieznane niezgłębione .
Gdy żyjemy zapatrzeni w fantasmagorie,
stajemy się jak Don Kichot — błądzący w świecie iluzji. Podejmujemy decyzję których konsekwencje często przerastają ciężarem . Niosąc go na swoich barkach szukamy kogoś by móc choć trochę odciążyć siebie .
Życie porządkuje się wówczas,
gdy porządek nastaje w nas —
w naszym centrum, w głębokim spotkaniu ze sobą. Porządek nastaje wówczas gdy patrzymy sobie w oczy z czystym sumieniem godząc się na to co uznane jest za niewłaściwe .
Jeśli masz kontakt ze światłem w sobie i widzisz jak jest wielkie to wiedz , że po drugiej stronie jest tyle samo cienia , ktory uznany staje się mocą i siłą nie do walki lecz do odwagi by żyć wg swojej prawdy .
Wtedy nic już nie ma tej mocy, by zranić,
bo znasz te miejsca w sobie,
bo wiesz, że stoisz z nimi w zgodzie i wzrastasz w samoświadomości swojego istnienia .
Jest w Tobie takie miejsce gdzieś w głębi nocy Twojej duszy które cierpliwie czeka na Twoje spojrzenie.
Życie ….
Zróbmy z nim coś dobrego , póki trwa by to co trudne nie poszło na marne , żyjmy najpiękniej .

Miłego o wieczoru Kochani

Ciasto , zimowa Korzenna herbata z imbirem i ogień w kozie …
 
Taka moja kraina OZ 💚
 
A jak u Was ?
 
Jak się macie ?
Za nami spotkanie, które ponownie przypomniało, że kiedy człowiek zajmuje swoje miejsce w rodzie, jego ciało odetchnie, a dusza odzyskuje zgodę na życie.
Kiedy stajesz tam, gdzie naprawdę należysz — wszystko wokół zaczyna się porządkować.
Dziękuję Wam za obecność, odwagę, łzy, śmiech i ciszę.
Za chwile, w których widać było jak z wnętrza rodzi się życie — spokojne, miękkie, mocne.
Żywioły, którymi jesteśmy, mówią o nas więcej, niż słowa potrafią opisać.
W ich języku zapisany jest nasz charakter, kierunek i sposób bycia w świecie.
BaZi uczy, że równowaga między żywiołami to powrót do własnej prawdy.
Bo każdy z nas jest ich unikalnym połączeniem — niepowtarzalnym rytmem natury.
I pytanie, które zawsze warto sobie zadać:
Czy żyję w zgodzie ze swoją naturą, czy wciąż próbuję dostosować się do oczekiwań świata?
Niech to, co się poruszyło, znajdzie swoje miejsce w Waszym życiu.
Niech energia rodu płynie przez Was lekko i z wdzięcznością.
Niech siła z natury stanie się Waszą codziennością.
To piękne spotkanie zakończyliśmy relaksem z Refleksologią która wykonała nam Wiola . Dziękujemy za dopięcie procesów w ciele i uwolnienie napięć po głębokiej pracy .
Teraz czas na oddech i życie z tym co zostało ujawnione .
To byl na prawdę piękny czas
Na kolejne warsztaty zapraszam w styczniu . To może być dobry początek roku 😊
Żyj dzisiaj, a jutro zatroszczy się samo o siebie.
Ile razy próbujemy wybiegać myślami w przyszłość, układać, planować, kontrolować…
A życie i tak ma swój rytm, swoją mądrość i swój czas.
Dzisiejszy dzień jest wszystkim, co naprawdę mamy.
To w nim można poczuć zapach kawy, ciepło słońca na skórze, uśmiech kogoś bliskiego.
To dziś można powiedzieć „tak” życiu — z pełnią, z ufnością, z oddechem.
Nie musisz wiedzieć, jak będzie.
Nie musisz już walczyć o jutro.
Wystarczy, że jesteś — obecna, czująca, prawdziwa.
Bo kiedy żyjesz naprawdę tu i teraz,
jutro przychodzi spokojne — takie, jakie ma być.
Kiedy uznaję swoją odmienność – uwalniam osądy wobec odmienności innych.
Już nie muszę porównywać, udowadniać, ani bać się, że jestem „inna”.
Moja inność staje się moją siłą.
Kiedy pozwalam sobie doświadczać świata nie takiego, jakiego oczekuję – zaczynam widzieć, że życie nie ma obowiązku spełniać moich wyobrażeń.
Wtedy staję w odpowiedzialności za siebie – i odkrywam wolność przeżywania na swój własny sposób.
Kiedy zaczynam wsłuchiwać się w swoje wnętrze – docieram do kompasu życia.
On czasem prowadzi mnie krętymi ścieżkami, czasem pokazuje błąd, potknięcie czy zatrzymanie…
Ale zawsze są to moje doświadczenia – moje wybory, moje lekcje, moje błędy.
A to, że są moje – czyni je prawdziwymi i pełnymi.
I właśnie w tym miejscu – w akceptacji swojej drogi, w zgodzie z własnym rytmem – zaczyna się wolność.
Cicha, prawdziwa, niezależna od oczekiwań innych.
To wolność bycia sobą.
Często nie zauważamy, że cierpienie staje się dla nas nałogiem. Przyciąga nas i otula jak znajome ramiona – a my, zamiast sięgać po wolność, karmimy je swoją uwagą.
Tak jak alkoholik zanurzony w kieliszku, tak my zanurzamy się w historii bólu, który wydaje się bezpieczny, bo znany.
Pierwszym krokiem jest świadomość. Uświadomić sobie, że cierpienie nie jest naszą tożsamością, a jedynie doświadczeniem, które możemy odłożyć.
Wyjście z tego obłędu często wymaga zmiany środowiska – ludzi, miejsc, energii, które karmią dawny wzorzec. Dopiero wtedy zaczyna się przestrzeń na nowe: na życie, w którym wybieramy siebie, a nie ból.
To moment, by stanąć za sobą i wybrać życie poza cierpieniem … krok po kroku … wybrać inne życie…
Stanąć przed INNYM to nie jest to samo, co otworzyć się na „nowe”.
„Nowe” bywa tylko kolejnym wydaniem starego – podobne emocje, znajome wzorce, ta sama melodia w innym tonie.
„Inne” jest natomiast jak wejście w krajobraz, którego nigdy wcześniej nie widziałaś – nie ma w nim porównań, nie ma punktów odniesienia, nie ma dawnego echa.
Dlatego tak ważna jest żałoba by ją przeżyć .
Dopóki dusza wciąż czeka, że „może wróci”, dopóki nosi w sobie resztki tamtego krajobrazu, nie jest gotowa zobaczyć Innego.
Żałoba to moment, w którym mówisz:
• to, co było – nie wróci,
• to, co było – miało swój czas
• teraz ta droga jest zamknięta na zawsze.
Dopiero wtedy można otworzyć oczy i serce na INNE – bez tęsknoty, bez porównania, bez oczekiwania, że będzie jak dawniej albo że uleczy stare rany.
To przejście jest jak rytuał:
najpierw rozpad, potem cisza, a dopiero potem pierwsze spotkanie z INNYM – kimś, czymś, jakąś ścieżką, która naprawdę nie jest „nowym wcieleniem starego”, tylko czymś, co nie miało wcześniej miejsca w twoim świecie.
Bywa taki moment w życiu, kiedy odpadają kolejne warstwy.
W co wierzę?
W co już nie?
Komu oddałam władzę nad sobą?
Kto pisał moją historię?
Przychodzi taki moment w życiu , że to co kiedyś było latarnią, autorytetem, drogowskazem – znika.
Pozostaje dojrzałość i samoistnienie .
Zostaję tylko ja.
Nieidealna. Nieświęta ale prawdziwa – pozostaje wówczas tylko czuć siebie.
I może jeszcze kogoś, z kim idziemy razem z wolności.
To moment, kiedy sen się kończy.
I zaczyna się rzeczywistość.
Dziękuję Kochanie za tę podróż . Dziękuję ,że mogłam dotrzeć do siebie przy Tobie , to jest bardzo dobre spotkanie
❤️
Emocje są jak wibrysy kota.
Nie widzą, nie oceniają, nie analizują.
One czują.
Delikatnie muskają przestrzeń wokół nas, wyczuwają najmniejsze drżenie w polu, subtelny ruch, ledwie uchwytną zmianę w energii.
Zanim umysł zdąży nazwać sytuację, emocje już wysyłają sygnał: to jest bezpieczne… to jest ciepłe… to jest chłodne… to jest zagrażające…
Możemy je ignorować, możemy je tłumić, ale wtedy tracimy jeden z najstarszych i najczulszych naszych zmysłów.
Możemy też nauczyć się je obserwować, słuchać, ufać im — nie po to, by ślepo podążać, lecz by wiedzieć, co właśnie rejestruje nasza wewnętrzna antena.
Tak jak kot nigdy nie wątpi w swoje wibrysy, tak i my możemy zaufać naszym emocjom.
One nie są problemem.
Są informacją.
I pierwszym szeptem świata, który próbuje do nas przemówić.
Na zdjęciach nasza Katarzyna 🤍
Jestem Dorota z Krainy OZ – Otulisko Zielone
Mojej krainy nie znajdziesz na żadnej mapie.
Nie prowadzi do niej ani autostrada, ani pociąg.
Prowadzi tylko wewnętrzna potrzeba powrotu do domu.
Mieszkam na skraju tej krainy.
Nie mam czarodziejskiej różdżki, ale mam ogień, który potrafi ogrzać duszę,
dźwięk, który porusza wspomnienia,
i zielone otulenie natury, które koi serce.
Przychodzą do mnie wędrowcy.
Każdy niesie w sercu coś innego:
– Strach, że nie jest dość silny,
– Pragnienie, by poczuć się kochanym,
– Zmęczenie życiem, które już do niego nie należy.
Witam ich przy ogniu i ruszamy razem w głęboką podróż duszy .
Razem przechodzimy przez las, w którym liście szepczą historie rodu,
przez polanę, gdzie wiatr rozplątuje karmiczne więzy,
i przez rzekę, która zabiera smutek aż do morza.
A gdy wreszcie docieramy do ogniska w sercu Otuliska Zielonego,
patrzymy w płomienie i odkrywamy, że to, czego szukaliśmy,
było w nas od zawsze.
Nie daję gotowych odpowiedzi.
Otwieram bramy, a każdy przechodzi przez nie sam –
silniejszy, lżejszy, bardziej sobą.
Otulisko Zielone jest moją Krainą OZ.
Nie jest miejscem ucieczki od świata,
ale miejscem, z którego można wrócić do niego
z uzdrowionym sercem, spokojnym umysłem i odwagą .
Nie wystarczy posiąść wiedzę.
Można znać wszystkie mapy, a nigdy nie wyruszyć w drogę.
Można rozumieć porządki życia, a wciąż żyć w chaosie.
Wiedza bez działania jest jak światło zamknięte w latarni — nie oświetla drogi nikomu.
Dopiero gdy pozwolimy jej zejść do serca, do komórek, do codzienności — staje się mądrością.
Nie wystarczy głosić prawdy.
Można mówić o miłości, a nie kochać.
Można uczyć pokory, a nie widzieć w sobie dumy.
Świadczyć życiem to wybierać siebie codziennie na nowo.
To nie być idealnym, lecz prawdziwym.
To zgodzić się na to, że droga wiedzie przez ciało, emocje, relacje — przez wszystko, co żywe.
Bo tylko wtedy wiedza staje się światłem, które naprawdę świeci.
Wciąż za mało.
Wciąż „za mało”.
Jakby życie było nieustannym kredytem wobec oczekiwań – cudzych, czasem własnych.
Wciąż nie dość dobra. Nie dość czuła. Nie dość spokojna. Nie dość skuteczna.
Jakby „dość” w ogóle nie istniało.
I ten pęd – na oślep
Pęd, który nie pyta ciała, czy nadąża.
Pęd jak obłęd, w którym pragnienie zaspokojenia rodzi tylko kolejne głody.
Zmęczenie staje się drugą skórą.
Wykończenie – cichym kompanem.
Czy można przestać gonić?
Czy można usiąść i powiedzieć sobie:
“Już wystarczy.”
Już jesteś. Oddychaj ….
Nie musisz zasługiwać wystarczy buc sobą .
Zatrzymaj się !
Zrezygnuj z wyścigu, który nie ma końca.
Odwróć się do tej, która jest zmęczona,w napięciu i w obowiązku zaspakajania .
Dziś wybierz łagodność.
I w tej łagodności – wróć do domu.
Do siebie.
A teraz uporządkuj swój świat w jasności widzenia w trzeźwości i świadomości swoich umiejętności i talentów i zrób z tym coś w życiu dobrego .
Pozdrawiam Was z deszczowej Warmii .
Pojednanie nie zawsze jest spójne. I nie musi być.
Pojednanie nie jest o tym, by się zgodzić na wszystko.
Nie jest o tym, by zapomnieć, zrezygnować, zagłuszyć.
Nie jest o tym, by „wybaczyć” z wyższością albo z ucieczką.
Pojednanie to zgoda na dwie równoległe prawdy.
To uznanie, że ja czuję to, co czuję –
i ty masz prawo czuć inaczej.
To stanięcie na równi – nie ponad, nie pod.
Bez próby przekonania, zmienienia, uformowania drugiego
na obraz swojego bólu lub tęsknoty.
Czasem pojednanie nie prowadzi do bliskości.
Ale prowadzi do wolności.
Do porzucenia walki o to, kto miał rację.
Do oddechu – tam, gdzie był ciężar.
To zgoda, że możemy nie spotkać się w tym samym miejscu,
ale spotkać się w szacunku.
To spojrzenie z czułością na własne rany – i na to, że ktoś mógł ranić, bo nie umiał inaczej.
Nie po to, by go rozgrzeszyć – ale po to, by uwolnić się z lojalności wobec konfliktu.
To powiedzenie:
„Nie muszę już żyć w rozdarciu.
Nie muszę już wybierać między sobą a Tobą.
Ja mam tak. Ty masz inaczej.
I to może współistnieć.”
Wiedzieć – to dopiero początek.
Można znać porządki życia. Rozumieć dynamikę traumy. Umieć rozpoznać pole rodowe i dostrzegać to, co niewidzialne.
Można znać mechanizmy, mieć dostęp do infolinii duszy, słyszeć szepty losu, rozumieć istotę istnienia.
Ale ta wiedza nie jest trofeum.
Nie jest też zbiorem cytatów do powtarzania.
Nie wystarczy jej mieć.
Trzeba żyć nią.
Bo kto wie, ten już nie może udawać, że nie wie.
Kto widzi, ten nie może zasłaniać oczu.
Kto rozumie, ten nie może iść wbrew temu, co zrozumiane – bez konsekwencji.
To wiedza zobowiązująca.
Do autentyczności.
Do odpowiedzialności.
Do decyzji zgodnych z porządkiem.
Do odwagi, by nie powielać, nie zapętlać, nie udawać.
Bo prawdziwe uzdrowienie zaczyna się wtedy, gdy wchodzimy w życie – codzienne, zwyczajne – z tą wiedzą w sercu i ciele.
Gdy nie tylko mówimy o porządkach – ale stawiamy się w nich.
Gdy nie tylko znamy traumę – ale wybieramy inaczej.
Gdy nie tylko rozumiemy istotę – ale kroczymy w jej rytmie.
To droga niełatwa. Ale prawdziwa.
I tylko taka prowadzi dalej.
Bez miłości
pochłania nas otchłań niebytu.
Rozpływamy się w nicości
jak mgła nieistnienia,
bez formy, bez dźwięku,
bez śladu w sercu świata.
To miłość nadaje granice duszy,
ciału – ciężar obecności,
a spojrzeniu – sens trwania.
To ona wzywa nas z ciemności,
tka nici pamięci,
rozpala żar w popiele zapomnienia.
Bez niej jesteśmy tylko echem,
którego nikt nie słyszy.
To jej szukamy a zarazem się jej boimy
Poranieni odrzuceniem i niezgodą …
Niezrozumieni odmieńcy życia .
Jednak to jej szukamy choć sami przed sobą udajemy ,że umiemy bez niej żyć …
Co roku, w okolicy moich urodzin, znikam na dwa tygodnie.Nie przed światem, ale ku sobie.
To mój czas świadomego odrodzenia — moment podsumowania, refleksji i wyciągnięcia wniosków.
Pewne drogi się domykają. Inne pytają, czy jestem gotowa ruszyć w ich stronę.
Zmiana… nieodłączna towarzyszka życia. Wymaga odwagi, ale też zgody na niewiadome.
W tym roku wykarmiłam swoje karmy — niektóre gorzkie, inne przejmująco prawdziwe ale każda z nich domagała się miłości, uznania, przyjęcia.
Czuję, jak wiele przestrzeni się uwolniło jak gdyby dusza zrobiła porządki, otwierając okna i wpuszczając świeże powietrze.
Jeszcze nie wiem, co przyjdzie.Ale wiem, że jestem gotowa.
3a
3b
🌾 Moje lato pachnie poziomkami i skoszonym sianem…
To zapach mojego dzieciństwa.
Nie luksusu ani wielkich podróży,
ale rozkoszy bycia i beztroski .
Słońce na twarzy , bose stopy na łące,
wiatr we włosach i słodki sok poziomek na języku.
Ten zapach uruchamia coś miłego w moim ciele —
jakby cały świat zwalniał, jakby budziły się we mnie komórki , ożywały
a życie stawało się lekkie, proste i dobre.
Wracam tam…..Choćby na chwilę…..
Do tej siebie, która potrafi po prostu czuć zmysły które kiedy zamknę oczy przenoszą mnie to mojej wewnętrznej nirwany…. Do moich zasobów obfitości życia …
A czym dla Ciebie pachnie lato?
Czasem wystarczy dom ukryty wśród zieleni.
Tak bardzo schowany, że trzeba zwolnić, by go dostrzec.
Tak cichy, że słychać w nim własne myśli.
To nie zawsze ucieczka.
Czasem to powrót.
Do siebie.
Do prostoty.
Do miejsca, gdzie nic nie trzeba tłumaczyć.
Bo są takie dni, kiedy świat jest za głośny, a dusza zbyt zmęczona.
I wtedy taki dom – z liści, ciszy i światła – staje się wszystkim.

„Dopóki uznajemy w sobie tylko światło i dobro, będziemy cierpieć.
Bo każda ciemność będzie wydawać się czymś zewnętrznym — czymś, co nas rani, zamiast czymś, co domaga się uznania.
Wtedy tkwimy w roli ofiary. Bez siły. Bez wpływu. Bez sprawczości.”

Bert Hellinger mówił:
„Dopiero gdy uznamy wszystko, co w nas jest — także to, co trudne — wracamy do porządku, który niesie spokój.”
Bo tylko uznane może się przemienić.
Tylko objęte miłością może się zintegrować.

Ofiara staje się kimś, kto prosi o ratunek.
Ale Dusza, która odzyskała cień, staje się kimś, kto wybiera.

Nie muszę już walczyć o to, by być tylko dobra.
Mogę być prawdziwa.
I z tej prawdy rodzi się nowy porządek:
porządek siły, wyboru i odpowiedzialności.

Tam, gdzie było rozdzielenie — przychodzi jedność.
Tam, gdzie było cierpienie — przychodzi sens.
Tam, gdzie była ofiara — wraca moc.

Dziś Noc Świętojańska.
Najkrótsza noc roku,
gdy ogień tańczy z wodą,
a ciało z duszą świętuje spotkanie światła i cienia.
To przesilenie — nie tylko słońca,
ale i nas samych.
Moment, w którym można zajrzeć w głąb serca,
połączyć niebo i ziemię w sobie
i stać się na nowo —
człowiekiem, który pamięta swoje korzenie
i sięga po swoje światło.
Dziś wszystko jest możliwe.
Miłość może się obudzić.
Dusza może wrócić do ciała.
Przeszłość może zostać puszczona z dymem ogniska.
To noc, w której zioła mówią,
ognie oczyszczają,
a woda niesie błogosławieństwo.
Zanurz się w tej przestrzeni.
Połącz, co zostało rozdzielone.
I zatańcz z Życiem.
W Otulisku Zielonym wszystko ma swój czas.
Czas kwitnienia.
Czas trwania.
Czas opadania w ciszy.
Na stole życie spotyka się z prostotą:
żółte jaskry, jak promienie słońca,
i kobaltowe lobelie — jak szept nieba wśród zieleni.
Niepozorne, a pełne obecności.
Tu nic nie musi być idealne.
Tu nie ściga się czasu, nie poprawia natury.
Tu piękno objawia się w tym, co dzikie, proste, autentyczne.
Otulisko to miejsce, gdzie rzeczy małe stają się wielkie,
a to, co pozornie zwyczajne — zaczyna leczyć.
Być widocznym czy być widzianym?
To nie to samo.
Można stać w świetle reflektorów, być zauważanym, komentowanym, obecnym w oczach innych – i nadal czuć się niewidzialnym.
Bo bycie widocznym to kwestia miejsca w przestrzeni.
Ale bycie widzianym – to przestrzeń w sercu.
To moment, w którym ktoś naprawdę Cię dostrzega. Nie tylko to, co pokazujesz, ale to, co nosisz w sobie.
Twoją historię. Cień i światło. Delikatność. Zranienie. Prawdę.
Bycie widzianym to głęboka potrzeba duszy.
To pragnienie, by ktoś spojrzał poza role, poza maski i zobaczył człowieka.
Nie perfekcję, ale obecność.
Nie formę, lecz istotę.
💬
Co dla Ciebie znaczy być naprawdę widzianym?
Czy pozwalasz sobie na to?
A może nosisz widoczność jak zbroję, chroniąc to, co najważniejsze?
Wyzwolenie się spod oceny rodziców to proces, który zaczyna się od uznania ich wpływu na nasze życie. Ważne jest, by dostrzec, w jaki sposób ich słowa, oczekiwania i osądy kształtowały nasze myśli o sobie, emocje oraz decyzje, które podejmowaliśmy. Kolejnym krokiem jest świadome oddzielenie siebie od ich wizji – zrozumienie, że jesteśmy odrębnymi istotami, mającymi pełne prawo do bycia innymi niż chcieliby tego nasi rodzice, do popełniania błędów, do rozwoju według własnego rytmu i serca.
Często jednak głosy rodziców nie milkną, ale przenikają do naszego wnętrza i stają się częścią wewnętrznego krytyka. Dlatego tak istotne jest rozpoznanie tych głosów i przepracowanie ich, by nie kierowały już naszym życiem. Uwolnienie się spod oceny rodziców wymaga też pozwolenia sobie na przeżycie i wyrażenie emocji – złości, smutku, żalu czy rozczarowania – wszystkiego, co być może przez lata było tłumione lub bagatelizowane.
Wreszcie, konieczne jest stworzenie nowych fundamentów własnej wartości. Chodzi o budowanie jej nie na aprobacie rodziców ani na spełnianiu ich oczekiwań, lecz na wewnętrznym uznaniu siebie: swoich darów, ograniczeń, swojej drogi. To jest prawdziwy akt odzyskiwania siebie.
 
Dorota Piotrowicz
Być w prawdzie i bezwzględnej akceptacji…
to tak, jakby dusza przestała się ukrywać.
Jakby w końcu można było oddychać pełną piersią, nie pytając nikogo o pozwolenie.
To przestrzeń, w której nie trzeba już się chronić.
Nie trzeba się dopasowywać, nie trzeba tłumaczyć,
bo każda wersja siebie jest „wystarczająca”
— nie jako kompromis, ale jako fundament.
To bycie sobą nawet wtedy, gdy nikt nie patrzy.
A może zwłaszcza wtedy….
A dzisiaj trochę magii…
Poczujcie jakie to dla Was ?
Trzy Prządki Losu. Trzy Żywioły. Trzy Siły Duszy.
Na granicy światów — tam, gdzie szept Wody spotyka szelest Metalu i taniec Ognia — przędą Rodzanice.
Nie oceniają. Nie poprawiają.
One tylko widzą.
Pierwsza – z dłonią pełną wody – zna Twoje źródło.
Pamięta, skąd przyszłaś. Płynie przez sny, brzuch matki, łzy.
To Ona rodzi nić.
Druga – z ostrzem w dłoni – rozpoznaje moment.
Wie, kiedy ciąć, kiedy związać, kiedy powiedzieć „teraz”.
To Ona nadaje formę.
Trzecia – z płomieniem w sercu – wie, co tchnąć w nić, by żyła.
Ogrzewa, przemienia, zapala.
To Ona tka znaczenie.
Jesteśmy utkane z ich pracy.
A każda decyzja, każdy wybór, każda iskra — to przędza.
Niech Twoja nić będzie mocna.
Niech płynie, tnie i płonie — w zgodzie z Tobą.
Nie zawsze wiesz, dokąd prowadzi droga.
Bywa, że zaczyna się w miejscu, które wydaje się puste.
Ale każda ścieżka, nawet ta niewidoczna, ma swoje źródło.
Często znacznie starsze niż Ty.
W ustawieniach systemowych Bert Hellinger pokazuje,
że nasza droga nie zaczyna się od nas.
Zaczyna się w miejscu, gdzie stoimy w Rodzie —
w ciszy po niewypowiedzianych słowach,
w przerwanych ruchach miłości,
w losach, które przyszliśmy dokończyć.
Kiedy stajesz na swojej ścieżce z szacunkiem dla tych,
którzy szli przed Tobą —
ona prostuje się.
Nie znaczy to, że będzie łatwa.
Ale stanie się Twoja.
Bo kiedy idziesz w zgodzie z sobą i z Rodem,
nawet zakręty stają się modlitwą.
Nawet zatrzymanie ma sens.
Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
Wystarczy stanąć.
Poczuć.
Ugiąć się przed tym, co większe — i iść dalej.
🌾 Z miłością do ścieżek, które prowadzą nas do życia, nie od niego.
 
Dorota Piotrowicz

“Ogień pamięta Twoje imię. Ogień budzi Twoje światło

“Otulisko zielone - otoczone ciszą, rozświetlone ogniem — miejsce powrotu do siebie.” “Czasem wystarczy zatrzymać się i pozwolić, by ogień opowiedział Ci Twoją historię.”

Relacja z warsztatów Matki, Żony, Córki, Kochanki, Singielki
28-30 marca 2025

Relacja z warsztatów 28.02-02.03 Powrót do siebie Każdy z nas ma takie miejsce w sercu do którego często nawet my sami nie zaglądamy … mamy taką głęboko ukrytą tajemnice miłości do siebie która wydaje się być otoczona twierdzą ….mamy w sobie wrażliwe, delikatne miejsce które otoczone jest często pustką, samotnością i niewyrażoną złością, które zamarza by przeczekać do czasu naszej gotowości na miłość. Każdy z nas jest w głębi serca małą istotką która chce kochać i być kochaną choć świat w którym się rodzi zdaje się być polem bitwy. Przychodzi jednak taki czas kiedy gotowi jesteśmy powiedzieć światu o cierpieniu, o bólu o przerażonym małym sercu które nosi głębokie rany bo po prostu chce kochać i być kochane.
Czytaj więcej…

Mamy w sobie małe dziecko które stara się zrozumieć świat, ratuje tych którzy powinni dać nam wsparcie czując ból w przeszłości lojalnie chcę nieść go z tym którego kocha i współczuje. Trudno jest czasem być sobą i uszczęśliwiając innych mieć jeszcze siłę by uszczęśliwić siebie. Przychodzi jednak taki moment kiedy dłużej się nie da , kiedy wiesz ,że jeśli niczego nie zrobisz to zwariujesz i wówczas docieramy do tego miejsca głęboko zapomnianego by z czułością zaopiekować się nim i chronić wiedząc jak jest cenne i wrażliwe. Napełniając się miłością i uznaniem siebie możemy wziąć oddech siły i odwagi by móc sięgnąć po swoje potrzeby, ustąpić miejsca tym których zastępujemy, oddać los innych który niesiemy uznać tych którzy na uznanie czekając przerywają nurt życia. Dziękuję za możliwość uczestniczenia w tych poruszających procesach za wszystkich pięknych, otwartych na życie ludzi za Wasze poruszające historie i niezłomną wiarę w życie. To było na prawdę piękne spotkanie w ten astronomicznie mocny czas … wiele się dopełniło stając u progu nowego pięknego życia. Zapraszamy na kolejne warsztaty za miesiąc.

Żegnamy stary witamy nowy …

Relacja z warsztatów UZNAJ SWÓJ CIEŃ

9-11 listopada

Przepiękny warsztat ogromnie poruszający głębokie pokłady schowane w ciele przed spojrzeniem za nami . Dziękuję Piękni za waszą odwagę do spojrzenia w głąb cienia , za waszą odwagę i pokorę by przyznać się przed sobą do słabości która przyjęta w prawdzie staje się siłą

Otulisko

Zielone

Dorota Piotrowicz